Czym był Need for Speed: Shift dla liczącego bardzo mało tytułów gatunku prawie-symulatorów samochodowych, ale już dawno nie zręcznościówek? Bez wątpienia czymś wielkim. Czym w takim razie jest jego bezpośrednia kontynuacja, Shift 2: Unleashed? Czymś jeszcze większym, niemal gatunkowym absolutem. I to stwierdzenie nie jest w żadnym przypadku przesadzone.
Autor: Jerzy „Jerryzzz” Daniłko
OD PUCYBUTA DO... DACHOWANIA
Shift 2: Unleashed na pierwszy rzut oka nie różni się zbyt wiele od swojego poprzednika. To wciąż prawie-symulacja, gdzie wspinamy się coraz wyżej po szczeblach kariery, zaczynając od obrzydliwego i prowadzącego się jak dębowy kloc Volkswagena Golfa, tudzież sympatycznego Forda Focusa lub m.in. wspaniałej Hondy Civic. Co w takim razie nowego?
Przede wszystkim nowa kamera, nie tyle z kokpitu samochodu, ale z... kasku kierowcy. Na czym polega różnica? Na jeszcze bardziej zawężonym polu widzenia, zwiększonych efektach rozmycia i głębi ostrości, a także na wzmocnionym wrażeniu omamienia wzroku po dzwonie – czy to w inny samochód, czy w element otoczenia. Oprócz tego, gdy dojeżdżamy do zakrętu, kamera powoli kieruje się w stronę łuku, symulując prawdziwe zachowanie kierowcy w takiej sytuacji. Najwięcej emocji przychodzi zaś wraz z dachowaniem. To trzeba przeżyć. Dosłownie.
Po opiniach w Internecie widać, że są zwolennicy i przeciwnicy takiej kamery (choć przecież nikt nikogo nie zmusza do jej używania, chyba że w sieciowym trybie, w którym to można ustawić dopuszczalny tylko taki rodzaj widoku). Nie można jej jednak odmówić innowacyjności i urealnienia doznań (ale niestety tylko wizualnych) za wirtualnym kółkiem. Jest bardzo efektowna, ale czy równie efektywna?
Łatwiej jest na pewno prowadzić z widokiem z kokpitu, a w samochodówce przecież liczą się najmniejsze ułamki sekund. Oczywiście daleki jestem od stwierdzenia, że kamera z deski rozdzielczej nie przynosi mocnych wrażeń, bo tak nie jest. Trzęsie na tarkach, przy uderzeniach, hamowanie zbliża do naszej twarzy przednią szybę, jest dokładnie tak, jak powinno być. Za to duże brawa dla Slightly Mad Studios.
Ciekawe, czy smoki ze Skyrima też będą tak potrafiły...
KARIERA LUCYFERA (W WARSZTACIE)
W trybie kariery jest co robić. Mistrzostw różnego rodzaju jest prawdziwe zatrzęsienie, choć by dostać się do ostatnich (legendarne FIA GT1), nie trzeba ukończyć wszystkich imprez. I bardzo dobrze, bo nie sądzę, żeby wszystkim przypadł do gustu drift. Jest najzwyczajniej w świecie trudny. Nawet kiedy już załapiemy o co chodzi i będziemy zdobywać nagradzane po kilkaset punktów poślizgi, okaże się, że ostatnie mistrzostwa, w których do wygrania jest specjalny Ford Mustang, są niesamowicie wymagające. Paradoksalnie najłatwiej pokonywać je grając na padzie, gdyż kierownica stwarza dodatkowe wyzwanie.
Samochody w grze podzielone są na cztery klasy, oznaczone literkami D, C, B i A, gdzie ostatnia grupa to samochody najmocniejsze i najdroższe. Niemal każdy z nich (oprócz przystosowanych do imprez FIA – GT3 oraz GT1 – i wygranych od najlepszych kierowców) można poddać tuningowi – od silnika, poprzez turbinę, a skończywszy na nitro, oponach i pakietach karoserii. Wszystkie zainstalowane części mają znaczący wpływ na prowadzenie i osiągi auta, chociaż należy być ostrożnym, gdyż możemy tym samym spowodować, że samochód znajdzie się nagle w wyższej grupie i nie będzie przystosowany do rozpoczętych zawodów. Warto też dodać, że samochody, nawet po tuningu, można sprzedać bez straty ani jednego dolara. Bardzo miła opcja, z której każdy gracz będzie zadowolony.
Oprócz wymiany lub dodania części możemy także zmieniać ustawienia swojego pojazdu. System za nie odpowiedzialny jest nieco bardziej zaawansowany niż w przypadku pierwszego Shifta, więc jeśli ktoś lubi bawić się takimi rzeczami, to warto, gdyż można w ten sposób zaoszczędzić wiele cennych sekund.
Mustang i zachodzące słońce w "Zielonym Piekle" (Nordschleife) - czy może być piękniej?
OD LONDYNU PO MONTE CARLO I „ZIELONE PIEKŁO”
Gdy już udoskonalimy swoje auto, czas wyruszyć na podbój świata. Dosłownie. Tras jest od groma i są umiejscowione na całym świecie (najbliżej nas znajduje się czeskie Brno). Widać jednak, że tym razem Slightly Mad Studios ukłoniło się bardziej w kierunku wielbicieli tras miejskich, stanowią one bowiem zdecydowaną większość.
Na torach powalczymy z czasem, z innymi przeciwnikami, a także będziemy zapraszani na imprezy z szybszymi samochodami, weźmiemy udział w wyścigach wytrzymałościowych (20 okrążeń na kilkukilometrowej trasie), driftach i... to by było na tyle. Wystarczy, wierzcie mi. Kombinacja ponad setki pojazdów i kilkudziesięciu tras zapewni Wam zabawę na wiele dni, jeśli nie miesięcy.
Nocne wyścigi w Shift 2: Unleashed wyglądają nieziemsko.
ZRYWA KASK RAZEM Z GŁOWĄ
Wiadomo jednak, że najistotniejszym elementem gry wyścigowej jest sama jazda. Ta zaś jest pełna emocji i mocnych wrażeń. Na ekranach ładowań gry wyświetlane są cytaty zawodowych kierowców, jeden z nich głosi mniej więcej coś takiego – Jest niewiele sytuacji, w których przypominasz sobie, że trzeba oddychać. I tak naprawdę zdanie to obrazuje Shift 2: Unleashed w pełni. Niejeden raz łapałem się na tym, że pierwszy głęboki oddech wykonałem dopiero po przekroczeniu linii mety.
Tutaj liczy się każdy milimetr asfaltu, każda setna sekundy, zimna krew i stalowe jaja – czy to podczas wyprzedzania, czy na zakrętach, czy nawet przy samym startowaniu. Zwłaszcza, że wrażenie prędkości jest niesamowite, nawet w samochodach klasy D. Mało który first person shooter przynosi tyle emocji, co ta jedna samochodówka.
Najbardziej ciekawie robi się dopiero wtedy, kiedy gra się na dobrej kierownicy. Przeniesienie wszystkich sił oddziałujących na kawałek plastiku jest bardzo realistyczne biorąc pod uwagę wrażenia towarzyszące prowadzeniu prawdziwego auta czy nawet konkurencyjne tytuły. Czujemy każdy, nawet najmniejszy detal, nawet zmiany przełożeń czy też grzanie silnika na starcie – o wybiciu się w powietrze, kiedy nagle force feedback staje się na chwilę nieaktywny, nawet nie wspominając.
Nerwusy raczej się w grze nie odnajdą. Nawet najmniejszy, ale niewłaściwy ruch kierownicą czy nieodpowiednie dozowanie gazu lub hamulca może skończyć się katastrofą. Najlepiej widać to w przypadku najszybszych samochodów. Auto potrafi tak „zatańczyć” na tarce, że momentalnie na rękach i czole pojawiają się maleńkie krople potu. Za dużo mocy przy wyjściu z zakrętu? Bączek! Delikatne, niby niewiele znaczące muśnięcie auta przeciwnika? Wypad z trasy na grząski piasek. Takich atrakcji możecie spodziewać się na każdym kroku.
Klasa GT1 w tunelach - jeden błąd i żegnasz się z pozycją...
A W INTERNECIE WIĘKSZOŚĆ TO PÓŁGŁÓWKI
Rozpędzasz się tuż po starcie na prostej włoskiego toru Monza. Cieszysz się, że wylosowałeś (tak, niestety ponownie nie ma kwalifikacji) pierwszą pozycję na starcie. A kiedy już dojeżdżasz do jednej z trzech słynnych, ciasnych szykan i wciskasz hamulec (aż jęczą tarcze hamulcowe)... z pełnym impetem wpada Ci w tył samochodu trzech ćwierć-inteligentów, dla których pojęcie fair play i ogólne zasady zachowania się na torze są zupełnie obce. Nie można ich wykopać, nie można zgłosić niesportowego zachowania, nie można z nimi zrobić niczego.
To frustrujące, zwłaszcza gdy tracimy pozycję. Jak zawsze jednak w grach tego typu, po maksymalnie dwóch miesiącach na serwerach pozostaną tylko ci gracze, którzy mają pojęcie o takim rodzaju zabawy. Tymczasem jednak apeluję do wszystkich grających w sieci – nie przepychajcie się i zachowujcie kulturę jazdy. To nie demolition derby, do jasnej cholery!
Widok z kasku robi piorunjące wrażenie!
JEŚLI SIEĆ, TO I AUTOLOG
System Autolog, znany i wprowadzony w Need for Speed: Hot Pursuit (gdzie sprawdził się doskonale i przypadł do gustu chyba wszystkim) powrócił, zgodnie z zapowiedziami, w Shift 2: Unleashed. Został nieco udoskonalony, oprócz porównywania czasów, sugerowania imprez i wykonywania zdjęć możemy także dzięki niemu przesyłać dziesięciosekundowe fragmenty powtórek (jak zwykle świetnie pokazanych) na YouTube, a także chwalić się ich pełnymi wersjami w samym Autologu. Wciąż jednak bardzo bolesna jest nieobecność komunikacji tekstowej. Szkoda.
W Autologu możecie nawet spróbować pobić czasy zawodowych kierowców. Mi udało się zyskać trzy sekundy na torze Laguna Seca w porównaniu do czasu Tommy'ego Milnera. Co prawda zrobiłem to w Bugatti Veyronie 16.4, który ma lepsze osiągi, ale prowadzi się znacznie trudniej, niż Nissan zawodowca. Niemniej feature bardzo fajny.
Modele samochodów przygotowano z dbałością o najmniejsze detale.
WIDOKI I WARKOTY
Oprawa graficzna nie różni się zbyt wiele od tej znanej z Need for Speed: Shift. A przynajmniej na pierwszy rzut oka. Na drugi jednak okazuje się, że poprawiono tekstury, a zwłaszcza efekty świetlne oraz rozmycia obrazu. Ścigać się możemy w dzień, o zmierzchu i w nocy, zwłaszcza ta ostatnia pora wygląda bardzo ładnie, chociaż wydaje mi się, że mimo wszystko jest nieco za jasno. Drastyczną zmianę odczujemy natomiast, kiedy zbijemy nasze reflektory – polecam!
Na pochwałę zasługuje także drobiazgowe odwzorowanie desek rozdzielczych samochodów, szczegóły to coś, czego zdecydowanie brakowało w pierwszej części gry. Ogólnie rzecz biorąc nie ma najmniejszych podstaw do czepiania się oprawy graficznej. Silnik mógłby być jednak nieco lepiej zoptymalizowany, bo nawet na dobrym pececie zdarzają się spadki ilości klatek. Nie ma jednak tragedii, jest naprawdę nieźle.
Podobnie jak z udźwiękowieniem. Ścieżkę muzyczną pominę, bo tym razem zamiast konkretnego huku dostaliśmy strzał z kapiszona, ale kto by się tym przejmował, skoro przygrywa ona tylko podczas powtórek i z dużym pogłosem w trakcie imprez typu drift? Najważniejsze jest to, że silniki ryczą aż miło, a opony na zakrętach piszczą (i pękają!) tak głośno, że aż ciarki przechodzą po plecach.
Stara Lancia - kawał historii...
NIE MA WĄTPLIWOŚCI, JEDZIEMY PO CAŁOŚCI!
Oby tylko nie po bandzie, gdyż szkoda lakieru i cennych sekund. Shift 2: Unleashed pozbył się elementów niepotrzebnych (np. doświadczenia nie zdobywamy już w dwóch stylach jazdy – precyzyjnym i agresywnym – tylko wszystko wrzucone jest do jednego wora, zaś samo opanowywanie tras poprzez idealne pokonywanie zakrętów nie jest już tak upierdliwe), dał więcej tego, co w pierwszej części było najlepsze i dodał nieco małych, ale wciąż interesujących nowinek.
Gra nie męczy nas skomplikowanymi sposobami na odblokowywanie kolejnych części (wystarczy levelować wraz ze zdobywanym doświadczeniem) i daje to, czego potrzebujemy – świetne samochody, bardzo ładną grafikę, ogromne przypływy adrenaliny i niemal symulacyjne wrażenia.
Słowem – Gran Turismo 5 pokonane.
Ocena: 9/10







