Recenzja
Saturday - 19 marca 2011 - 02:49
Test Drive Unlimited 2

Miałem nadzieję, że to będzie prosta sprawa. Zwiedzę nową wyspę, Ibizę, zapuszczę żurawia na odświeżoną wersję Oahu, kupię dziesiątki samochodów i kilka lub kilkanaście willi przy nieodłącznej obecności banana na twarzy. Tak jednak się nie stało. Po odpaleniu po raz pierwszy Test Drive Unlimited 2 ktoś oblał mnie kubłem zimnej wody. Niejednym.

Autor: Jerzy „Jerryzzz” Daniłko

 

THE SIMS: TEST DRIVE UNLIMITED 2

Druga część Test Drive Unlimited wprowadza nową funkcjonalność do części społecznościowej gry. W zasadzie założeniem produkcji nie jest bycie klasyczną samochodówką, ale MMO, co trzeba powiedzieć, że się udało. Z tym że problem jest następujący – nie wygląda to tak, jak powinno.

Czy komukolwiek robi się ciepło w okolicach majtek na myśl o setkach ubrań do kupienia, wykonania multum fryzur i robienia operacji plastycznych, o możliwości zmiany koloru ścian czy mebli nie wspominając? Chyba tylko ortodoksyjnym fanom The Sims, którym brakowało w grze elementu prowadzenia pojazdu.

Nasz awatar może spotkać innych w miejscach strategicznych obu map – salonach samochodowych, warsztatach tuningowych, sklepach z ubraniami, salonach fryzjerskich i klinikach kosmetycznych. Oczywiście również na drogach, wtedy jednak tylko w samochodach, z których wyjść się nie da.

Oprócz topornych animacji i wrażenia pływania, a nie chodzenia po posadzce, dostajemy do dyspozycji kilka uzewnętrznień emocji, takich jak śmiech, radość, płacz czy złość. Po co to? Nie wiadomo, ale przypadkowe wejście do czyjegoś domu można skwitować właśnie śmiechem do rozpuku.

Test Drive Unlimited 2

Burze wyglądają niesamowicie, aż chce się przycisnąć gaz do dechy...

 

WRRRUM!

Kto by jednak przejmował się takimi detalami, jak możliwość edycji postaci? O sile, jak w przypadku każdej samochodówki, świadczą samochody, a tych jest prawdziwe zatrzęsienie. Co prawda brakuje kilku istotnych marek, jak Lamborghini, Porsche (w zamian mamy do dyspozycji ich tuningowe odmiany z firmy RUF) oraz FSO. Jest w czym jednak wybierać, bo zakupić można około 120 przeróżnych aut.

Wszystkie są podzielone na klasy, mamy więc klasyczne, wśród których znajdziemy piękne muscle cary Forda, Corvetty czy Jaguara, samochody o zacięciu terenowym, rajdówki z Subaru Imprezą na czele i supersamochody marki Ferrari, Bugatti, Pagani i wiele, wiele innych.

Kupować je możemy od razu, ale nie startować nimi w wyścigach. Aby to uczynić, musimy najpierw zdobyć licencję adekwatną do klasy. To coś na zasadzie egzaminu na prawo jazdy, gdzie potrzebujemy ukończyć kilka (od sześciu do ośmiu) zadań, wśród których znajdziemy slalomy, wyprzedzanie, zawracanie przy użyciu hamulca ręcznego, obrót o 360 stopni i test na specjalnie przygotowanym torze.

Im wyższa klasa, tym trudniej jest zdobyć licencję, jednak te wyzwania są bardzo przyjemne i przywodzą na myśl legendarnego Need for Speed: Porsche. Można (i trzeba!) się więc wykazać niezłymi umiejętnościami, zwłaszcza gdy zasiądziemy za kierownicą choćby ultraszybkiego Bugatti Veyrona.

Gdy już zdobędziemy odpowiednią licencję, czas na wyścigi w trybie dla pojedynczego gracza lub rozgrywki sieciowej. Rodzaje imprez są bardzo podobne do tych znanych z pierwszej części Test Drive Unlimited. Wyścig z czasem, klasyczny, z punktu „A” do „B” lub okrążenia, last man standing, a także multiplayerowe podążanie za liderem i trzymanie się w określonej odległości za innym samochodem oraz oczywiście wyzwania błyskawiczne za określoną stawkę.

Mogłoby się wydawać, że trybów nie ma zbyt wiele i to prawda, lecz taka ich liczba w zupełności wystarcza. Imprezy dla pojedynczego gracza są podzielone na mistrzostwa, w których zawiera się od pięciu do ośmiu wyścigów. Te bardzo często kończą się wyzwaniem na pojedynek przez jednego przeciwników. Stawka jest oczywista – przegrany musi oddać swoje auto.

Pierwszym możliwym do zdobycia będzie... różowy Ford Mustang z wielkimi, czerwonymi ustami na masce. Siara nie z tej ziemi. I nie można go sprzedać. Jedynym sposobem na niezawalanie nimi miejsc w garażach jest... przepełnienie tych ostatnich. Wówczas auto ląduje u dealera samochodów używanych. Chętni mogą zgarnąć go za darmo.

Jest także ucieczka od policji po spowodowaniu wypadku na oczach funkcjonariuszy lub wcielenie się w „niebieskich” po wezwaniu (opcjonalne). W Test Drive Unlimited 2 zatem nie uciekamy już od sztucznej inteligencji, ale od prawdziwych graczy. Sprawdza się to bardzo dobrze, choć na dłuższą metę nudzi.

Test Drive Unlimited 2

"Włochy" (Ferrari Italia) na Hawajach, czyli paradoks Test Drive Unlimited 2

 

LEVEL UP!

Zwieńczeniem wszystkich zmagań na obu wyspach w ramach teleturnieju Słoneczna Korona (tak, gra posiada „fabułę”, o której jednak pisać nie zamierzam, szkoda na to miejsca. Powiem tylko, że prawdziwą udręką będzie niemożliwość przerywania cut-scenek) będą wyścigi z czasem dookoła Ibizy i Oahu (do której dostęp otrzymujemy po osiągnięciu dziesiątego poziomu, o których za chwilę). Można je pokonać z kilkunastominutowym zapasem, więc nie obawiajcie się. Takie długie jazdy są naprawdę wisienką na torcie w całym Test Drive Unlimited 2.

Ale wracając właśnie do poziomów. Jak przystało na rasowe MMO, nasza postać awansuje. Dzieje się tak dzięki osiąganiu sukcesów w wyścigach, kupowaniu aut i posiadłości, obklejaniu samochodów, przynależności do klubów, zmienianiu wyglądu postaci (poprzez operacje plastyczne i zmiany fryzury), odkrywaniu dróg, wykonywaniu zdjęć określonych obiektów, odnajdywaniu wraków pojazdów i wiele, wiele innych. Jest tego prawdziwe zatrzęsienie.

Zastanawiacie się, o co chodzi w robieniu zdjęć i szukaniu wraków pojazdów? Są to specjalne zadania, dzięki którym można zdobywać punkty potrzebne do awansu. U fotografa otrzymujemy listę miejsc, które musimy uwiecznić na zdjęciach o określonej porze dnia, zaś zardzewiałych karoserii rozrzuconych po mapach szukamy dzięki specjalnemu radarowi, który uaktywnia się, gdy jesteśmy w pobliżu jednego z wraków. Urozmaicenie dość ciekawe, choć nie wciągające i zadania te wykonujemy raczej z doskoku.

Nowością dla serii jest wprowadzenie samochodów off-roadowych, które nadają się idealnie do podróżowania i wyścigów na nieutwardzonej nawierzchni. Wyzwania związane z nimi mogłyby być co prawda nieco trudniejsze, ale frajda z jazdy nie po asfalcie jest naprawdę duża i stanowi często doskonałą formę skrócenia sobie trasy.

Test Drive Unlimited 2

Na dachu świata...

 

SERWERY ZABIŁY FRAJDĘ

Serwery gry. Nie można o nich powiedzieć zbyt wiele, niż to, że świeżo po wydaniu gry po prostu częściej nie działały, niż działały. Ilość żółci wylanej przez graczy na forum Atari przybierała naprawdę olbrzymie rozmiary.

Oprócz leżących serwerów gra nie posiadała pełnej funkcjonalności przez kilka pierwszych dni, choć to nie było największą bolączką. Wydawca gry obiecywał wiele, przede wszystkim szybkość w działaniu, jednak oczekiwania pomiędzy przerwami w działaniu były zbyt bolesne. Na chwilę obecną jednak wygląda na to, że wszystko działa jak należy i można się cieszyć grą bez ograniczeń.

A więc co z najważniejszym, czyli frajdą związaną z jazdą? Jest obecna, jak najbardziej. Wielu graczy narzeka na model jazdy, ten jednak jest bardzo zbliżony do znanego z pierwszej części Test Drive Unlimited. Co prawda łatwiej jest wprowadzić auto w poślizg i każde z nich zachowuje się wtedy zdecydowanie inaczej, ale podobieństwa są bardzo silne. Ubolewam jedynie nad faktem, że ustawienie asyst na tryb Hardcore (czyli ich brak) nie pozwala na myślenie, że tylko od nas zależy to, jak zachowuje się samochód.

Kolejną rzeczą identyczną z pierwszą częścią jest zdecydowanie poczucie wolności, jakie towarzyszy podróżowaniu drogami i bezdrożami Ibizy i Oahu. Cieszy zarówno mknięcie Bugatii Veyronem z prędkością ponad czterystu kilometrów na godzinę, jak i powolne sunięcie jednym z klasyków. Eden Games zdecydowanie wie, jak oddać uczucie niezależności i wolności związanej z jazdą autem. Brawo!

Test Drive Unlimited 2

Czerwień i żółć za felgami Nissana to połączenie rozgrzanych tarcz hamulcowych i żółtych klocków

 

ZWIEDZANIE I WIDOKÓW PODZIWIANIE

Oprawa graficzna produkcji stoi na wysokim poziomie. Stylistyka jest utrzymana w konwencji pierwszego Test Drive Unlimited, dodano jednak (w końcu!) tryb dobowy oraz pogodowy. Kałuże, w których odbija się błękitne niebo po ulewie wyglądają po prostu niesamowicie.

To samo trzeba powiedzieć o samochodach występujących w grze. Widać, że do ich modelowania zatrudniono najlepszych specjalistów i pasjonatów, wiernie oddane są najmniejsze detale, a wnętrza pojazdów również zasługują na pochwałę. Oprócz tego wszystko się bardziej mieni i błyszczy, ale to zaliczamy zdecydowanie na plus. Wszak samochodówka, im lepiej wygląda, tym bardziej cieszy.

Byłem bardzo ciekawy Oahu. Zastanawiałem się, czy będzie wyglądać tak samo, jak w pierwszej części, a zmiany będą dotykać tylko kosmetyki. Byłem mile zaskoczony, gdy stwierdziłem, że to stara-nowa dobra wyspa. Udoskonalony silnik dodał jej jeszcze większego uroku, a trasy off-roadowe zachęcają do zboczenia z asfaltu. Różnią się także niektóre okolice, budynki, a także umiejscowienie salonów i miejsc kluczowych dla gry. Punkty charakterystyczne, jak np. latarnie czy zatoki powodują uśmiech u tych, którzy grali w pierwszego Test Drive Unlimited.

Gorzej jest z muzyką. Co prawda w dwóch stacjach radiowych (tak, zaledwie dwóch) wykorzystano kilkadziesiąt utworów, pomiędzy którymi puszczane są zabawne reklamy i zapowiedzi spikerów (silna inspiracja serią Grand Theft Auto wyczuwalna z wielu kilometrów), jednak trzymają się tylko dwóch stylów – rockowego i... tu będę miał problem, by nie narazić się fanom takich dźwięków, ale na myśl przychodzi mi house i delikatna elektronika. To zdecydowanie za mało, ubolewam również nad faktem, że zabrakło tym razem muzyki poważnej, za którą choć nie przepadam na co dzień, to jednak świetnie wykonywało się przy niej choćby misje dostarczania pojazdów w pierwszej części gry.

Radiostacji na szczęście jednak słuchać nie trzeba i można skupić się na jeździe. Mam pewne zastrzeżenia co do brzmienia pojazdów, bo choć opony piszczą na asfalcie aż miło, to jednak odgłosy silników mogłyby być bardziej zróżnicowane i dopracowane. Słychać na pierwszy rzut ucha, że nie wszystkie auta dostąpiły zaszczytu nagrania ich własnych odgłosów. Szkoda.

Test Drive Unlimited 2

Stare, dobre Oahu i stary, dobry Chevrolet...

 

PODSUMOWUJĄC...

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przeżyliśmy kłopoty z serwerami i otrzymaliśmy kawał naprawdę solidnej samochodówki, ocierającej się o pełnoprawne MMO. Jest radocha, jest masa samochodów, piękne widoki i choć otoczka piękni-młodzi-bogaci może działać na nerwy, trzeba przymknąć na nią oko, wszak to tylko dodatek. Ale tak naprawdę kto rządzi światem, jeśli nie młodzi, piękni i bogaci?

Zgrzyty towarzyszące premierze Test Drive Unlimited 2 nie pozwalają na wywindowanie oceny o oczko w górę. Mimo to wierzę, że trzecia część gry (co do powstania której nie mam żadnych wątpliwości), dzięki naukom pobranym przez Eden Games i Atari, zbliży tę doskonałą serię do dychy... a może nawet ją osiągnie?

Ocena: 8/10

 

Test Drive Unlimited 2

Bugatti Veyron. W tle sto razy ładniejsze kałuże...

(Aby dodać komentarz, musisz być zalogowany na forum)
Kontakt i reklama | Redakcja | Regulamin